Nowa seria eksperckich rozmów prowadzona przez Aleksandrę Dziemiańczyk, współzałożycielkę marki Aurumaris Professional

Branża beauty nieustannie ewoluuje, przyciągając ludzi z różnych środowisk – również tych, których obecność na pierwszy rzut oka może zaskakiwać. Jednym z takich nietuzinkowych przykładów jest Mariusz Lipnicki, właściciel Studia Fanaberia w Świdnicy – miejsca, które łączy relaks, profesjonalizm i nowoczesne podejście do pielęgnacji ciała.
Choć męska perspektywa w świecie urody wciąż bywa rzadkością, Pan Mariusz nie tylko odnalazł w tej dziedzinie przestrzeń dla siebie, ale też zbudował silną rozpoznawalną markę. Studio Fanaberia to nie tylko salon – to przestrzeń, gdzie świadoma pielęgnacja spotyka się z pasją do ludzkiego ciała, a skuteczne zabiegi, takie jak Nano-Needles PRO od Aurumaris Professional, dają realne i widoczne efekty.

Panie Mariuszu, nieczęsto spotyka się mężczyzn prowadzących salony urody. Jak zaczęła się Pana droga w branży beauty? Czy był to świadomy wybór, czy raczej splot okoliczności?
Moja przygoda z branżą beauty rozpoczęła się około 2007 roku od fascynacji Ajurwedą i masażem – początkowo zupełnie hobbystycznie. Przez długi czas w ogóle nie brałem pod uwagę, że mogłoby to stać się moim zawodem. Pracowałem wtedy jako nauczyciel języka polskiego w liceum, a później przez kilka lat w dużej firmie w dziale marketingu. Moja partnerka od dekady po godzinach zajmowała się stylizacją paznokci dla koleżanek, więc nieświadomie cały czas krążyłem wokół tej branży. Od czasu do czasu masowałem rodzinę i znajomych. Przełom nastąpił pod koniec 2016 roku, gdy zacząłem się zastanawiać, czy naprawdę chcę do końca życia pracować „dla kogoś”. Pamiętam, że zadałem sobie wtedy ważne pytanie: czy coś, co daje mi ogromną przyjemność od czasu do czasu, nadal będzie cieszyło, jeśli zacznę to robić codziennie, od rana do wieczora? Długa nauka w szkołach masażu i praktyka z nieznajomymi klientami szybko dały mi odpowiedź. Tak narodziła się decyzja o otwarciu Studia Fanaberia.
Czy pamięta Pan moment, w którym po raz pierwszy pomyślał, że uroda i pielęgnacja to nie tylko pasja, ale też potencjalny pomysł na życie zawodowe?
Nie było jednego przełomowego momentu, który przesądziłby o wyborze tej drogi. Kierowałem się przede wszystkim potrzebą robienia czegoś, co mnie cieszy i daje satysfakcję, unikając poczucia pracy „z przymusu”. Dopiero później, gdy zacząłem poznawać branżę od środka, pojawiło się głębsze zrozumienie aspektów biznesowych i wyzwań związanych z prowadzeniem salonu. Ktoś mógłby uznać, że kierowanie się emocjami przed chłodną kalkulacją to błąd, ale po ośmiu latach wiem, że to właśnie pasja jest najlepszym paliwem do konsekwentnego działania.
Jakie były pierwsze reakcje otoczenia – rodziny, przyjaciół, klientów – gdy dowiedzieli się, że otwiera Pan salon kosmetyczny?
Myślę, że część bliskich nie pokazała wprost, co naprawdę myśli – w końcu mężczyzna w branży beauty to wciąż pewna rzadkość. Moja mama była przerażona, że rezygnuję z „bezpiecznej” posady w dużej firmie. Mój 11-letni wówczas syn był raczej sceptyczny. Największe wsparcie otrzymałem od Ewy i kilku bliskich przyjaciół – to oni dawali mi siłę i wiarę w powodzenie tego nowego etapu w życiu.

Rozumiem doskonale, wsparcie bliskiej osoby podczas budowania biznesu jest bezcenne. Dodaje odwagi. A jak wyglądały początki Studia?
Początki były wymagające. Zbudowanie stabilnej bazy klientów zajęło kilka lat. Rynek sam weryfikował moją ofertę – część usług znikała, inne pojawiały się w odpowiedzi na potrzeby klientów. Cały czas się szkoliłem, testowałem nowe kosmetyki i urządzenia. Po dwóch latach działalności przyszła pandemia – czas niezwykle trudny dla całej szeroko pojętej branży kosmetycznej. Przetrwaliśmy go dzięki wytrwałości, elastyczności i umiejętności szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków.
Studio Fanaberia to miejsce, w którym można zadbać o całe ciało. Jak Pan dobierał ofertę zabiegów i usługi, by odpowiadały różnorodnym potrzebom klientów?
Od startu wiedziałem, że fundamentem mojej oferty będą masaże – zarówno lecznicze, jak i relaksacyjne. Z czasem zacząłem szkolić się w zabiegach kosmetycznych, a po trzech latach wprowadziłem pierwsze urządzenia. Wielu klientów trafiało do mnie z dolegliwościami bólowymi, dlatego doskonale sprawdziła się fala uderzeniowa – niezwykle wszechstronne narzędzie, stosowane zarówno w fizjoterapii, jak i w modelowaniu sylwetki. Do dziś jest jednym z najważniejszych urządzeń w moim gabinecie.
Czy zauważa Pan różnice w oczekiwaniach klientów na przestrzeni ostatnich lat? Jak zmieniają się potrzeby osób odwiedzających salon?
Zdecydowanie tak. Dzisiejsi klienci są bardziej świadomi – oczekują fachowej porady i spersonalizowanych rozwiązań. Rynek usług kosmetycznych rozwija się błyskawicznie, dlatego nieustannie się szkolimy. Duży nacisk kładę na edukowanie klientek – tłumaczę, co naprawdę służy ich skórze, i staram się chronić je przed trendami, które nie zawsze są korzystne.
Co Pana zdaniem najbardziej wyróżnia Studio Fanaberia na tle innych salonów w regionie? Jakie wartości przyświecają Państwu w codziennej pracy?
Nie podążamy ślepo za modą – stawiamy przede wszystkim na skuteczność. Dlatego zamiast popularnej endermologii pracujemy ze wspomnianą chwilę wcześniej falą uderzeniową. Opracowałem również autorski masaż liftingujący twarzy, ponieważ w tradycyjnym Kobido brakowało mi pewnych technik. Dbamy o każdy detal – zarówno w usługach, jak i w atmosferze miejsca. Regularnie odwiedzam salony w Polsce i za granicą, czerpiąc inspiracje i wdrażając rozwiązania, które realnie służą klientom.

Z jakimi wyzwaniami mierzy się mężczyzna pracujący w stereotypowo „kobiecej” branży?
Czasami spotykam się z początkową rezerwą ze strony klientek – stereotypy wciąż są obecne. Dlatego od pierwszego spotkania buduję zaufanie, pokazując pełen profesjonalizm. Komfort i poczucie bezpieczeństwa klienta są dla mnie absolutnym priorytetem.
Zgadzam się z tym, a jakie kompetencje i cechy osobowości uważa Pan za kluczowe w pracy w tym segmencie– zwłaszcza z perspektywy właściciela salonu?
Empatia, cierpliwość, uważność i gotowość do ciągłego rozwoju to podstawa. Jako właściciel salonu trzeba jednocześnie być sprawnym organizatorem, liderem zespołu i osobą dbającą o indywidualne relacje z klientami. To duże wyzwanie, ale jakże satysfakcjonujące.
Od niedawna w Studio wykonujecie Państwo zabiegi Nano-Needles PRO od Aurumaris Professional. Skąd decyzja o wprowadzeniu właśnie tej procedury i jak ją oceniają klienci?
Po raz pierwszy zetknęliśmy się z nano-igłami pod koniec 2024 roku na targach kosmetycznych – od razu mnie zaintrygowały. Początkowo testowaliśmy zabieg na skórze Ewy, ale dopiero w 2025 roku, po poznaniu marki Aurumaris Professional zdecydowaliśmy się na stałą współpracę. To był strzał w dziesiątkę – często spektakularne efekty widoczne są już po pierwszym zabiegu. Klientki są zachwycone i chętnie wracają na kolejne sesje.
Bardzo nam miło! A który kosmetyk pielęgnacyjny z oferty Aurumaris Professional został Pana ulubieńcem i dlaczego? Czy ma Pan swój „must have”, którego używa Pan najczęściej?
Jako były nauczyciel języka polskiego, a dziś praktyk zabiegów kosmetycznych, wciąż wyznaję zasadę „pracy u podstaw”. Nawet najlepszy krem nie przyniesie efektu, jeśli skóra nie jest właściwie przygotowana. Dlatego nie wyobrażam sobie zabiegu bez Neuropeptide Cleansing Foam – używam jej również w domu. A jeśli miałbym wskazać absolutny „must have”, to zdecydowanie byłoby to serum z igiełkami – każda świadoma kobieta powinna je mieć w swojej pielęgnacji.
Dlaczego – Pana zdaniem – większość zabiegów, zarówno na twarz, jak i na ciało, najlepiej wykonywać w serii? Jak dokładnie wytłumaczyć to klientom?
Argumentów jest wiele. Zabiegi wykonywane w serii potęgują efekt i utrwalają zmiany w tkankach. Nasze ciało „uczy się” reagować na określone bodźce. Powtarzalna stymulacja – na przykład fibroblastów – sprawia, że działają one intensywniej przez dłuższy czas, co przekłada się na trwalsze i głębsze rezultaty.
Jakie emocje towarzyszą Panu, gdy widzi Pan realne efekty pracy – poprawę kondycji skóry, zadowolenie klienta, wzrost jego pewności siebie?
To zdecydowanie najpiękniejszy moment w mojej pracy. Gdy klientka opowiada, co zauważyła, jak się czuje, i z radością patrzy w lustro – wiem, że wszystko, co robię, ma sens. Pomaganie komuś w odzyskaniu pewności siebie jest bezcenne.
Na zakończenie – czy ma Pan swoje życiowe motto, którym kieruje się w pracy? Co jest dla Pana najważniejsze w relacji z klientem i w codziennym prowadzeniu Studia Fanaberia?
Kiedyś często powtarzałem sobie, że „chciałbym w życiu sprawiać ludziom przyjemność”. W Fanaberii staramy się łączyć profesjonalizm z atmosferą domowego ciepła. Jeśli ktoś czuje się u nas jak w drugim domu, to już połowa sukcesu. Ajurweda mówi o harmonii energii – i właśnie jej szukam każdego dnia w pracy i w relacjach z klientami.

Dziękuję Panu za inspirującą rozmowę i podzielenie się swoją historią. Cenimy naszą współpracę ze Studiem Fanaberia za pełen profesjonalizm, pozytywne nastawienie, ogromną pasję oraz indywidualne podejście do każdego klienta. To połączenie wiedzy, doświadczenia i serca, tworzy miejsce, w którym każdy czuje się swobodnie i otoczony prawdziwą troską.
Z podziwem i wdzięcznością
Aleksandra Dziemiańczyk