Nowa seria eksperckich rozmów prowadzona przez Aleksandrę Dziemiańczyk, współzałożycielkę marki Aurumaris Professional

Dziś rozmowa z Patrycją Janeczek – kosmetolog specjalizującą się w terapiach skór problematycznych, blizn potrądzikowych oraz przebarwień różnej genezy. Jej praca to połączenie wiedzy, empatii i niezwykłej konsekwencji w dążeniu do realnych efektów.
„Jestem absolwentką Wyższej Szkoły Kosmetologii i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie. Posiadam kilkunastoletnie doświadczenie w pracy kosmetologa. Jestem przeciwniczką wypełniaczy a zwolenniczką profilaktyki przeciwstarzeniowej takiej jak zabiegi nanoigłowe, mezoterapie mikroigłowe i igłowe, BTX, biostymulatory tkankowe i wiele innych. Od lat zajmuję się również skutecznie terapiami skór trudnych, z AZS, łuszczycą oraz trądzikiem. Ukończyłam szkolenie w zakresie holistycznych terapii w trądziku i przywracania równowagi skórze i organizmowi w jednej z najlepszych klinik w Polsce z leczenia trądziku stanów ostrych i przewlekłych. Sama szkolę innych kosmetologów. Skupiam się na znalezieniu przyczyn i trwałej poprawie komfortu skóry zamiast krótkotrwałym przykryciu problemu. Po 10 latach dbania o siebie i swoje dzieci tylko i wyłącznie homeopatią pod nadzorem lekarza pediatry homeopaty postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę w licznych kursach homeopatii klinicznej i od tego czasu prowadzę również terapie holistyczne w zakresie problemów głównie skórnych ale również odbudowywania odporności, wspomagania równowagi zdrowia po przewlekłych opryszczkach czy nawracających infekcjach. Obecnie zafascynowana efektami które daje medycyna naturalna nie mam wątpliwości, że to bardzo niedoceniana a najlepsza droga do bycia zdrowym człowiekiem.” Czytamy na stronie: http://www.kosmetologgrodzisk.pl/

Patrycjo, współpracujesz z marką Aurumaris już od 5 lat. Jak zaczęła się ta współpraca? Co wtedy przyciągnęło Twoją uwagę – i jak oceniasz ten czas oraz rozwój z dzisiejszej perspektywy?
Moją uwagę w tamtym momencie przykuła technologia Nano-igieł oraz fakt, że są one pochodzenia naturalnego. Nie ukrywam, że początkowo podeszłam do tematu z pewnym dystansem i ograniczonym zaufaniem – po wielu wcześniejszych rozczarowaniach związanych z innymi markami. Tym razem jednak spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie. Moja przyjaciółka, która mieszka w Paryżu do dzisiaj zamawia Wasze produkty, poznawszy je w moim gabinecie pięć lat temu. A przecież dobrze wiemy, że na francuskim rynku beauty nie brakuje konkurencyjnych ofert. To tylko potwierdza, że jeśli coś naprawdę działa i jest stworzone z pasją oraz dbałością o jakość – to broni się samo.
Twoją specjalizacją są cery trudne – z trądzikiem, bliznami, przebarwieniami. Skąd taki kierunek w pracy zawodowej? Czy to efekt doświadczenia, pasji, a może także osobistych doświadczeń?
Niestety, a może właśnie na szczęście – mówię to z doświadczeń własnych oraz doświadczeń moich bliskich. Moja starsza siostra zmagała się z trądzikiem przez prawie całe swoje życie, brała nawet Izotek. Doskonale pamiętam, jakie to było trudne i uciążliwe. Ja sama nie mam skóry trądzikowej, ale zdecydowanie problematyczną. Kiedy dbam o dietę, regularnie wykonuję badania krwi i stosuję odpowiednią pielęgnację – moja skóra potrafi być w stanie idealnym. Jednak wystarczy, że tylko któryś z tych elementów odpuszczę to problemy wracają pod postacią AZS, liszajów i zmian grudkowo-krostkowych. Myślę, że właśnie dlatego jestem dobrym specjalistą, bo sama mam skórę trudną, a mój organizm wymaga uważności. Dzięki temu potrafię skutecznie zaopiekować się pacjentami z podobnymi problemami, nauczyć ich co pogarsza ich stan cery oraz jak krok po kroku z tego wyjść. Tu nie ma drogi na skróty.

Pamiętasz moment, w którym poczułaś, że naprawdę pomagasz ludziom odzyskać pewność siebie dzięki swojej wiedzy i pielęgnacji?
Tak, pamiętam chłopca, który od kilku lat chodził od dermatologa do dermatologa. Przyjmował Izotek, po którym problem nawracał, a następnie trzy antybiotyki w ciągu zaledwie pół roku. Jego mama, szukając innego rozwiązania trafiła z polecenia do mnie. Nie było łatwo – znalezienie przyczyny zajęło nam kilka miesięcy, ale się udało. I to bez Izoteku, bez antybiotyków, a co najważniejsze – bez nawrotów. Jego mama do tej pory nazywa mnie „aniołem” i przy każdej wizycie spotykamy się ze wzruszeniem. Teraz pracujemy już tylko z bliznami, między innymi właśnie przy pomocy terapii Nano-Needles. Niestety nadal bardzo mało osób rozumie, że trądzik w 80% jest efektem i skutkiem czegoś, a nie chorobą samą w sobie. Zaleczenie go maścią tylko stłumi na chwile to, co organizm próbuje nam przekazać.
Nano-Needles, czyli spikule z gąbki słodkowodnej, to jedna z metod, które od lat stosujesz w terapii blizn i przebarwień. Jak oceniasz ich skuteczność na tle innych technik?
Ja sama mam piegi, które czasem lubię, a czasem nie. Kiedy należałam do tej drugiej grupy, to pomimo testowania różnych rozwiązań w tym laserów za 1500 zł za jeden zabieg – efekty były znikome, a czasem wręcz żadne. Dlatego wiem z doświadczenia, że często reklamy „cudownych” drogich zabiegów mają się nijak do rzeczywistości. Zabieg Nano-Needles nie zawsze daje spektakularne efekty już po jednej procedurze (chociaż często bywa, że właśnie tak jest), ale trzeba pamiętać, że przebarwienia i blizny znajdują się na różnych głębokościach skóry. To co najważniejsze, to fakt, że zawsze pojawia się poprawa, a to jest kluczowe, ponieważ z każdym kolejnym spotkaniem zbliżamy się wspólnie do sukcesu. Terapie blizn należą do najtrudniejszych, ale dzięki systematyczności oraz sumienności jesteśmy w stanie uzyskać naprawdę cudowne i trwałe rezultaty.
Dla niewtajemniczonych – jak dokładnie działają spikule Nano-Needles? Jak wpływają na skórę, jej strukturę i procesy regeneracyjne?
To, co uwielbiam w tym zabiegu i co zdecydowanie odróżnia go na tle np. kwasów, to fakt, że wymiana naskórkowa zachodzi jako efekt uboczny stymulacji i produkcji nowych komórek, a nie jako rezultat chemicznego „oparzenia” skóry. Nie jest ona agresywnie złuszczana, a odbudowa następuje w sposób fizjologiczny, zgodny z naturalnym rytmem. Efekt napięcia skóry jest widoczny gołym okiem od razu po procedurze Nano-Needles – pory ulegają obkurczeniu, a cera wygląda jakby była dosłownie „zblurowana” (wygładzona). To nie tylko efekt wizualny, ale również znak, że skóra zaczyna intensywną przebudowę w głębszych warstwach. Ten zabieg kochają zarówno nastolatki, jak i Panie 80+.
Najstarsza Pani w moim gabinecie, która regularnie korzysta z tego zabiegu w ramach profilaktyki przeciwstarzeniowej ma 84 lata. Zawsze powtarza, że po zabiegu czuje, że jej skóra żyje. 🙂
Ciało możemy wyćwiczyć – natomiast skóra potrzebuje zewnętrznej stymulacji, by utrzymać jędrność i zdrowy metabolizm komórkowy. Spikule (Nano-Needles) sprawdzają się tu doskonale, zwłaszcza u osób, które nie chcą sięgać po zabiegi z zakresu medycyny estetycznej. Drugiej takiej kuracji opartej na naturalnych produktach i jednocześnie dającej tak widoczne efekty – po prostu nie znam. To jedna z niewielu terapii, która realnie działa na przyczynę, a nie tylko maskuje objawy.

Ostatnio na swoim Instagramie wspomniałaś o terapiach łączonych: kuracja Nano-Needles plus stymulatory tkankowe. Czy mogłabyś rozwinąć ten temat?
Są klientki, które obawiają się igieł i strzykawek – dla nich zabieg Nano-Needles to maksimum, na jakie są gotowe. Natomiast są też takie które, bardzo chętnie korzystają z medycyny estetycznej i lubią eksperymentować z różnymi rozwiązaniami. Biorąc pod uwagę, że zarówno jedna i druga procedura stymuluje skórę doszłam do wniosku, że mogą się wzajemnie idealnie uzupełniać. Działają na różnych poziomach skóry i efekt jest naprawdę harmonijny. Skóra wyraźnie napięta, rozświetlona, z efektem wygładzenia, ale nadal wygląda naturalnie. To idealne rozwiązanie dla kobiet, które chcą zachować świeżość i zdrowy wygląd, nie rezygnując przy tym z subtelności. Nano-igły świetnie przygotowują skórę na głębsze procedury lub podtrzymują efekty po inwazyjnych terapiach. Właśnie w tym tkwi siła nowoczesnej kosmetologii – w umiejętnym łączeniu technik, które wspólnie dają świetny – spersonalizowany – rezultat.
Jak dobierasz stymulatory do danej skóry i kiedy warto je włączać do protokołu z Nano-Needles?
W swojej praktyce zawodowej pracuję wyłącznie na stymulatorach miękkich, czyli preparatach niezawierających tzw. „wypełniaczy” t usieciowanego kwasu hialuronowego. Wynika to z mojego podejścia: wolę metody, które rzeczywiście stymulują skórę do regeneracji, a nie jedynie wypełnią, udając efekt odbudowy. W zależności od problemu skóry (utrata jędrności, gęstości, owalu twarzy oraz stan utrwalonych zmarszczek) dobieramy odpowiedni certyfikowany preparat, który w największym stopniu jest w stanie rozwiązać dany problem. Po około tygodniu od podania stymulatora możemy wykonać zabiegi Nano-Needles PRO które następnie jednocześnie z podanym wcześniej stymulatorem będą razem pracować nad poprawą jakości skóry, ale na innym poziomie – wspólnie pracując nad poprawą jej jakości, struktury i napięcia.
Czy możesz opowiedzieć o przypadku z gabinetu, w którym taka terapia przyniosła spektakularne rezultaty?
Oj dużo jest takich spektakularnych efektów, większość z nich można obejrzeć na moim instagramie: @kosmetolog_patrycja_janeczek

Twoje klientki to często osoby po długiej walce z niedoskonałościami. Jak reagują na efekty Kuracji Nano-Needles?
Bardzo często słyszę od moich klientek, że wcześniej wydały ogromne pieniądze na zabiegi w renomowanych kliniakach, które niestety nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Bywa, że po latach nieskutecznych terapii trafiają do mnie już z pewnym dystansem i brakiem wiary w realną poprawę. Dlatego tym bardziej porusza mnie ich reakcja, gdy już po pierwszych zabiegach Nano-Needles zauważają realną zmianę. Mówią, że to pierwszy raz, kiedy czują, że coś naprawdę działa. Dla mnie jako specjalisty to ogromna satysfakcja – nie tylko z efektu terapeutycznego, ale również z odzyskanego przez pacjentkę zaufania do procesu pielęgnacji i zdrowia swojej skóry.
Czy zauważasz wzrost świadomości pielęgnacyjnej wśród swoich pacjentek? Jakie pytania najczęściej słyszysz podczas konsultacji?
To ja jestem zazwyczaj tą, która zadaje pytania – i często widzę zaskoczenie na twarzach klientek, że chcę wiedzieć o nich aż tyle. Aby ustalić prawdziwą przyczynę problemu potrzebuję pełnego obrazu. Dlatego niemal każdą pierwszą wizytę poprzedza szczegółowa, często nawet godzinna konsultacja.
Z jakimi mitami dotyczącymi pielęgnacji problematycznej skóry spotykasz się najczęściej?
Może taki, że skóra problematyczna to efekt pielęgnacji – taki paradoks, ale pielęgnacja to zaledwie 30% sukcesu, reszta to choroby, grzyby, bakterie, pasożyty, niedobory, nietolerancje pokarmowe, zaburzenia hormonalne, stres.
Jakie wartości są dla Ciebie kluczowe w codziennej pracy? Czego nigdy nie robisz „na skróty”, niezależnie od okoliczności?
Nie leczę skór problematycznych objawowo, bo wiem to jest droga donikąd. Maskowanie zmian bez zrozumienia skąd się biorą prowadzi jedynie do chwilowej poprawy i szybkich nawrotów. Dla mnie kluczowe w codziennej pracy są dociekliwość, cierpliwość i indywidualne podejście do każdej osoby. W przypadku trądziku czy innych przewlekłych problemów skórnych nie ma drogi na skróty – trzeba znaleźć przyczynę, zrozumieć mechanizmy i dopiero wtedy wdrożyć skuteczną terapię.
Co powiedziałabyś specjalistkom, które dopiero zaczynają pracę z cerami problematycznymi i szukają narzędzi, którym mogą zaufać?
Nie inwestować w marki które na dzień dobry życzą sobie np 6 tyś. złotych tzw. „wejściowego”. Przerobiłam takich marek już wiele w swoim życiu, a efekty były naprawdę obiecujące tylko w prezentacji. Ufać markom, które dają się poznać bez progów wejściowych, bo przecież jeżeli produkt jest dobry to i tak wrócicie. Taką marką jest marka Aurumaris Professional.
Do niczego nie zmuszają, niczego nie narzucają, wsparcie pozakupowe jest non stop w każdej sytuacji – a efekty mówią same za siebie.
I nigdy nie przestawać się uczyć, drążyć i szukać rozwiązań, szkolić się aż do skutku.
Dziękuję! Pięknie to ujęłaś. A na koniec – co najbardziej motywuje Cię każdego dnia w pracy z klientkami? Co Cię napędza jako kosmetologa i kobietę?
Wdzięczność pacjentów. To z jakim uśmiechem patrzą w lustro mówiąc „myślałam, że nigdy nie będę miała takiej skóry”. Często się śmieję, że przychodzą tylko z trądzikiem, a wychodzą z insulinooporością, nietolerancjami pokarmowymi, zaburzonym rytmem dobowym i mikrobiotą jelit, więc nie są zachwyceni, ale po pewnym czasie ogarniając swój organizm według moich wskazówek zauważają różnicę na skórze i zaczynają rozumieć…
Skóra to organ naszego organizmu, który sygnalizuje, że coś jest nie tak. To nie jest sygnał do „miejscowego zasmarowania” tylko do zaopiekowania…

To nie była tylko rozmowa — to była prawdziwa opowieść o pasji, doświadczeniu i odpowiedzialnym podejściu do pracy ze skórą. Patrycjo, z ogromną wdzięcznością dziękuję Ci za podzielenie się swoim doświadczeniem, wiedzą i wartościami, które są dziś tak potrzebne w naszej branży. To, jak konsekwentnie i z ogromną świadomością prowadzisz swoje pacjentki przez proces leczenia i pielęgnacji, jest nie tylko inspirujące, ale i budujące.
Szczególne znaczenie ma dla mnie fakt, że jesteś z Aurumaris Professional już od pięciu lat. To dla mnie ogromny zaszczyt, że nasza marka mogła stać się częścią Twojej pracy, narzędziem w rękach kogoś, kto tak bardzo rozumie, że efekty są wynikiem procesu — a nie przypadku czy powierzchownego działania.
Twoje zaufanie, lojalność i to, jak mądrze reprezentujesz ideę świadomej, opartej na wiedzy i naturze pielęgnacji, są bezcenne.
Z ogromnym uznaniem i wdzięcznością,
Aleksandra Dziemiańczyk
Założycielka Aurumaris Professional
